Ostatni mecz. Ostatni żeby spełnić marzenia. Ostatni przed
olimpiadą. Każda z nas daje z siebie wszystko, nawet dziewczyny siedzące na
rezerwie wspierają nas całym sercem. Trener krzyczy motywując tym do działania.
Tłum kibiców na trybunach wpatrzony jest w naszą grę. W pierwszym rzędzie
siedzi Natalia, moja najlepsza przyjaciółka i drze się jak opętana. Zaśmiałam
się w myślach. Trener przeciwnej drużyny wziął czas. Przemęczone w końcu możemy
się napić. Nasz mistrz wytłumaczył nam dokładnie, jak mamy przeprowadzić
kolejną akcję. Chodziło mu o zmylenie przeciwnika moim atakiem z prawego
skrzydła, co się rzadko zdarza, ponieważ to ja rozgrywam piłki ze względu na
to, że jestem rozgrywającą. Bardzo bałam się tej akcji, ale nie wolno mi i
reszcie dziewczyn podważać decyzji trenera. Weszłyśmy na boisko. Rozpoczęło
się. Kibice odliczają każde nasze odbicie - RAZ! DWA! – wyskoczyłam w górę i
przywaliłam z całej siły w piłkę – TRZY! – Tłum nagle zamilkł. Na całym
stadionie słychać było tylko mój krzyk. Dlaczego? Zawodniczka, która skakała do
bloku z drugiej strony siatki przekroczyła linię środkową boiska, przez co
nadepnęłam jej na stopę przy zeskoku. Wezwano pogotowie i zawieziono mnie
karetką do szpitala. Okazało się, że mam poważne zwichnięcie kostki. NIE!!!
TYLKO NIE TO!!! – byłam zrozpaczona. Jak teraz zagram na olimpiadzie? Przecież
mój atak zakończył mecz z wynikiem 3:1 dla naszej drużyny, czyli dostałyśmy się
na mistrzostwa. Chwila, przecież nie zagram. Nie sądzę, że sędziowie dopuszczą
do gry zawodniczkę z gipsem na nodze. Nagle drzwi sali, w której przebywałam
czekając na rentgen nogi się uchyliły i
ujrzałam twarz mego trenera.
- Hej Andzia – przywitał mnie moim siatkarskim pseudonimem.
– Mogę wejść?
- Oczywiście trenerze – pozwoliłam.
Otworzył drzwi na oścież, a do pokoju weszła cała drużyna, trener
i 11 dziewczyn + ja na łóżku. Dziewczyny rzuciły się na mnie, jakbyśmy nie
widziały się 100 lat, a to była zaledwie godzina. Ucieszyłam się na ich widok.
To miło z ich strony, że przyszły mnie odwiedzić. Dostałam oczywiście sporo
upominków m.in. balony, pluszowe misie i tego typu. Po godzinie czekania na
wyniki założyli mi ortezę, miałam mieć gips, ale trener uznał, że orteza będzie
dla mnie lepsza, ponieważ będę mogła ‘normalnie’ chodzić. Dostałam wypis i
ruszyłam w stronę samochodu mojego taty, do którego wpakowaliśmy wszystkie
prezenty. Miałam już wchodzić gdy trener mnie zatrzymał i wręczył białą kopertę
mówiąc:
- Cudownie się spisywałaś podczas tego sezonu jako
zawodniczka oraz kapitan drużyny, więc podpytałem dziewczyn co byłoby dla
ciebie dobrym prezentem. Mam nadzieję, że miały rację co do tego i spodoba ci
się ten podarek. – Uśmiechnął się i poszedł do naszego klubowego busa, w którym
dziewczyny już na niego czekały.
Wsiadłam do samochodu i od razu otworzyłam paczuszkę. Gdy
zobaczyłam zawartość nie mogłam uwierzyć w to co ujrzałam. Chwyciłam telefon i
zadzwoniłam do Nat.


