niedziela, 11 sierpnia 2013

Prolog

Przepraszam, że nie dodałam rozdziału wcześniej, ale miałam obóz sportowy, więc nie miałam możliwości. Tak więc dzisiaj dodaje prolog :) Bardzo proszę o komentowanie, ponieważ to motywuje do pracy. Tak więc zacznijmy od tego, że rozdział pierwszy dostaniecie jak będą przynajmniej 4 komentarze. Pozdrowionka z nad morza xoxo



Ostatni mecz. Ostatni żeby spełnić marzenia. Ostatni przed olimpiadą. Każda z nas daje z siebie wszystko, nawet dziewczyny siedzące na rezerwie wspierają nas całym sercem. Trener krzyczy motywując tym do działania. Tłum kibiców na trybunach wpatrzony jest w naszą grę. W pierwszym rzędzie siedzi Natalia, moja najlepsza przyjaciółka i drze się jak opętana. Zaśmiałam się w myślach. Trener przeciwnej drużyny wziął czas. Przemęczone w końcu możemy się napić. Nasz mistrz wytłumaczył nam dokładnie, jak mamy przeprowadzić kolejną akcję. Chodziło mu o zmylenie przeciwnika moim atakiem z prawego skrzydła, co się rzadko zdarza, ponieważ to ja rozgrywam piłki ze względu na to, że jestem rozgrywającą. Bardzo bałam się tej akcji, ale nie wolno mi i reszcie dziewczyn podważać decyzji trenera. Weszłyśmy na boisko. Rozpoczęło się. Kibice odliczają każde nasze odbicie - RAZ! DWA! – wyskoczyłam w górę i przywaliłam z całej siły w piłkę – TRZY! – Tłum nagle zamilkł. Na całym stadionie słychać było tylko mój krzyk. Dlaczego? Zawodniczka, która skakała do bloku z drugiej strony siatki przekroczyła linię środkową boiska, przez co nadepnęłam jej na stopę przy zeskoku. Wezwano pogotowie i zawieziono mnie karetką do szpitala. Okazało się, że mam poważne zwichnięcie kostki. NIE!!! TYLKO NIE TO!!! – byłam zrozpaczona. Jak teraz zagram na olimpiadzie? Przecież mój atak zakończył mecz z wynikiem 3:1 dla naszej drużyny, czyli dostałyśmy się na mistrzostwa. Chwila, przecież nie zagram. Nie sądzę, że sędziowie dopuszczą do gry zawodniczkę z gipsem na nodze. Nagle drzwi sali, w której przebywałam czekając na rentgen nogi  się uchyliły i ujrzałam twarz mego trenera.
- Hej Andzia – przywitał mnie moim siatkarskim pseudonimem. – Mogę wejść?
- Oczywiście trenerze – pozwoliłam.
Otworzył drzwi na oścież, a do pokoju weszła cała drużyna, trener i 11 dziewczyn + ja na łóżku. Dziewczyny rzuciły się na mnie, jakbyśmy nie widziały się 100 lat, a to była zaledwie godzina. Ucieszyłam się na ich widok. To miło z ich strony, że przyszły mnie odwiedzić. Dostałam oczywiście sporo upominków m.in. balony, pluszowe misie i tego typu. Po godzinie czekania na wyniki założyli mi ortezę, miałam mieć gips, ale trener uznał, że orteza będzie dla mnie lepsza, ponieważ będę mogła ‘normalnie’ chodzić. Dostałam wypis i ruszyłam w stronę samochodu mojego taty, do którego wpakowaliśmy wszystkie prezenty. Miałam już wchodzić gdy trener mnie zatrzymał i wręczył białą kopertę mówiąc:
- Cudownie się spisywałaś podczas tego sezonu jako zawodniczka oraz kapitan drużyny, więc podpytałem dziewczyn co byłoby dla ciebie dobrym prezentem. Mam nadzieję, że miały rację co do tego i spodoba ci się ten podarek. – Uśmiechnął się i poszedł do naszego klubowego busa, w którym dziewczyny już na niego czekały.
Wsiadłam do samochodu i od razu otworzyłam paczuszkę. Gdy zobaczyłam zawartość nie mogłam uwierzyć w to co ujrzałam. Chwyciłam telefon i zadzwoniłam do Nat.

4 komentarze:

  1. jejuśku dawaj prosze rozdział bo tak zainteresowało mnie to jeeejciu super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cmon! Agnieszzzzzzzka! pisz pisz pisz pisz proooosze!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy Next? Swietnie piszesz *.*! Dodaj szybko rozdziallll!

    Mrs.Payneee

    OdpowiedzUsuń